Charczewska według noty w katalogu Artystki polskie była rysowniczką i rytowniczką amatorką [3]. Jej pierwszą znaną pracą był rysunek Enlèvenent d'Iphigenie (niezachowany), przesłany królowi Stanisławowi Augustowi we wrześniu 1788 roku z Lidzbarka [4]. Artystka w swym diariuszu zapisała, że swe dzieło, przesłała królowi za pośrednictwem Joachima Kalnassego, na ponowną prośbę ks. Franciszka Siarczyńskiego [5]. Komentarz króla wskazuje, że rysunek ten musiał mieć charakter humorystyczny.
W latach 1788–1790, przebywając u stryja w Lidzbarku, Charczewska wykonała sześć rysunków bistrem do jego utworu Monachomachia. Jak twierdzi Ludwik Bernacki musiały one powstać przed 22 sierpnia 1790 roku. Oryginały tych dzieł zostały wszyte do autografu utworu i znajdowały się w Archiwum Kapitulnym we Fromborku [6]. Obecnie, choć brak jest oficjalnego potwierdzenia, prawdopodobnie stanowią własność Muzeum Archidiecezji Warmińskiej.
Ilustracje do Monachomachii, reprodukowane w publikacji Zygmunta Batowskiego, wskazują na wyraźny talent Charczewskiej w zakresie operowania strategiami wizualnymi karykatury. O cyklu tym wspomniany Batowski pisał: „Cyklem humorystycznych rysunków wyrasta Charczewska zarówno ponad przeciętny gust i ponad fakturalny poziom rysownictwa ówczesnych dam. Przecież niespodzianką jest samo już odważenie się na kompozycję figuralną, nie odwzorowywaną - bo też nie było z czego w tym zakresie odwzorowywać. Nie dość, że są to pierwsze polskie ilustracje do poetyckich dzieł Krasickiego, ale Charczewska jest, zdaje się, pierwszym rodzimym ilustratorem" [7]. W jej pionierskich pracach z łatwością można dostrzec typowe dla karykatury rozwiązania formalne: wyolbrzymienie, deformację, kontrast w kompozycji oraz stosowanie środków antyestetycznych, wpływających na sposób przedstawienia bohaterów i interpretację ukazanej sceny. Rozwiązania te szczególnie uwidaczniają się w opracowaniu ciał, póz i twarzy mnichów.
Należy dodać, że Charczewska wykonała także repliki rysunków do poematu stryja, które podarowała osobiście królowi w 1790 roku. Trafiły one do graficznych zbiorów królewskich, a następnie do Gabinetu Rycin Uniwersytetu Warszawskiego (Gab. Ryc. BUW, t. 177, poz. 54–59), jednak nie przetrwały drugiej wojny światowej [8].
W literaturze przedmiotu pojawiają się hipotezy, że Anna mogła pobierać nauki u Jana Piotra Norblina. Opierają się one jednak wyłącznie na analizie „cech jego szkoły”, które mają być widoczne w jej twórczości [9]. Brak jest źródeł potwierdzających, że artystka rzeczywiście uczyła się u Norblina podczas swych pobytów w Warszawie.
O twórczości Charczewskiej pisano: „rysowała dobrze, sztychowała aqua forti ze smakiem, musiała i rylca używać, bo na portrecie Karpińskiego, który sztychowała u Groella, kilka kresek dodała” [10]. Potwierdzeniem jej samodzielności w opracowywaniu matryc jest zachowana w Muzeum Narodowym w Warszawie odbitka Pietra Mala z drogi od Florencji, opatrzona podpisem: „A. Charczewska rys. y sztychowała”. Poza rysunkami do Monachomachii do naszych czasów zachowało się kilka rycin i portretów Charczewskiej, wzmiankowanych w dotychczasowych opracowaniach. Warto także wspomnieć, że poza działalnością rysowniczą, podczas pobytu w Lidzbarku, Charczewska wspierała także stryja w dekorowaniu diecezjalnej siedziby. Większość portretów w galerii lidzbarskiej powstała według jej kompozycji [11].
Anna Charczewska, uznana przez Eryka Lipińskiego i Hannę Górską, za pierwszą działającą na ziemiach polskich karykaturzystkę, swymi kompozycjami do Monachomachii dowiodła talentu do ukazywania świata w krzywym zwierciadle oraz umiejętnego stosowania strategii wizualnych karykatury, dzięki którym wydobywała i uwypuklała emocje i charakter ukazanych w jej pracach osób. Z jej niezwykłego talentu rysowniczego zdawały sobie doskonale sprawę także osoby z jej najbliższego towarzystwa, o czym świadczą słowa ks. Michała Foxa, kapelana i bibliotekarza bp. Ignacego Krasickiego, który z nieskrywanym zachwytem pisał: „Takich sensacyi iakie W.W. Pani Dzobrodz. miałaś, kiedy obok z nayiaśniejszym Panem siedząc popisywałaś się przedziwnemii swemi rysunkami y mieysca do nich stosuiące się z woyjny Mnichów czytałaś, takich W.W. Pani Dobrodz. życzymy iak naywięcey, ale przy tym życzymy też y to żeby się nie tak tragicznie kończyły, to iest odebraniem rysunków, albo ieżeli takie nieszczęście iest nieuchronne żeby przynaymniey gdy czym innym nie może, dyamentami i perłami hoynie było nagrodzone” [12].